Dlaczego mieszka w Turcji i napisała o niej książkę? Co lubi w Stambule, a co jej przeszkadza? Czy śni surrealistyczne – jak jej najnowsza książka – sny o Stambule? Zapraszamy do lektury wywiadu z Agatą Wielgołaską, autorką książki “Stambulskie szepty“.

Twoja Księgarnia: Jak to się stało, że wyjechałaś do Stambułu i pokochałaś to miejsce?

Agata Wielgołaska: Jeśli wyjedzie się do Stambułu, trudno go nie pokochać… A dlaczego się w nim znalazłam? Spędziłam osiem miesięcy w centralnej Turcji, a konkretnie – mieście Kayseri – w ramach Wolontariatu Europejskiego (EVS). W weekendy starałam się podróżować po kraju, poznawać jego regiony, kulturę, kuchnię… Najbliższej miałam do Kapadocji, którą odwiedziłam kilkukrotnie. Na sam deser tych wypraw zostawiłam sobie Miasto Miast, czyli Stambuł. Mówiąc krótko… nie rozczarował mnie. Po powrocie do Polski nie mogłam wybić sobie Turcji z głowy, dlatego po obronie pracy magisterskiej aplikowałam na staż stambulskiego oddziału Amnesty International. Trwał on pół roku, a mi z każdym upływającym tygodniem było coraz trudniej pogodzić się z myślą, że będę musiała stąd wyjechać. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że… niczego przecież nie muszę.

Czy życie tam jest łatwiejsze niż w Warszawie, z której pochodzisz?

Wszystko zależy od osobowości, celów, stylu życia. Nie przeszkadzają mi wielogodzinne korki w gigantycznym Stambule, bo pracuję zdalnie i mieszkam nad Bosforem, dlatego zwykle spaceruję lub podróżuję promami. Dla wielu stambulczyków korki to jednak codzienny horror. Po spędzonych tu latach coraz lepiej ogarniam biurokrację, na którą zawsze narzekam, niezależnie od miejsca pobytu. Trudno mi porównywać dorosłe życie w obu miastach, bo wyjechałam do Turcji od razu po studiach. Miałam co prawda dwa “ucieczkowe epizody”, jeden w Londynie, drugi w Gdyni – w obu przypadkach był to rok, dłuższej rozłąki ze Stambułem nie wytrzymałam. Na pewno większy ład i przewidywalność życia ułatwiają codzienność. Z drugiej strony, zawsze staram się wypracować sobie swój własny “mały ład” w mojej stambulskiej bańce, w której zdecydowałam się żyć. Sytuacja dość mocno zagmatwała się w związku z sytuacją ekonomiczną ostatnich lat, ale… żeby nie popadać w zbytni pesymizm, zakończę myśl na wpół optymistycznym “w Stambule na pewno nie można się nudzić.”

Swoją drogę pisarską zaczęłaś od innego rodzaju tekstów.

Zgadza się, zaczynałam od bloga (agaty) Tureckie Kazania, który prowadzę od 2007 roku, choć nowe posty umieszczam teraz sporadycznie. Po dwóch latach mojego blogowania wpadłyśmy z Agatą Bromberek na pomysł stworzenia książki o Turcji – jej kulturze, społeczeństwie, stereotypach – w której zawarłyśmy swoje doświadczenia zdobyte na południu kraju (Agata B.) oraz w Stambule (ja). Nazwałyśmy ją przekornie “Turcja. Półprzewodnik obyczajowy”, bo to taki przewodnik po tureckiej duszy. Po kilku latach poczułam, że czas na książkę o Stambule – zbiór esejów i impresji. Chciałam oddać ducha miasta pełnego sprzeczności, które tak pokochałam. Stąd tytuł: ” Stambuł. W oparach miejskiego absurdu”, czyli miłość i nienawiść w jednym.

A kiedy Twoja kreatywność pobudziła Cię do pisania wierszy?

Wszystko zaczęło się od “porannych stron”, czyli, zwyczajnie – codziennych, odręcznych notatek. Najlepiej pisze mi się wcześnie rano, od razu po przebudzeniu. Można wtedy wyciszyć wewnętrznego krytyka i pozwolić sobie na nieskrępowaną kreatywność. Nagle okazało się, że potrafię napisać wiersz, opowiadanie… Że wystarczy jedynie systematyczność i brak autocenzury. Od roku zdarza mi się to niestety bardzo rzadko, ale planuję wkrótce wrócić do tego pisarskiego nawyku. Wszystkim go polecam! Nie tylko tym, którzy chcą pisać.

Miałaś również swój udział w projekcie Polek na Obczyźnie, o czym były tamte opowiadania?

Jestem w klubie Polki na Obczyźnie już prawie dziesięć lat, to świetne grono kreatywnych i wspierających się wzajemnie kobiet. Książka “Świat według Polki” to zbiór 65 opowiadań z emigracji i podróży. Są wśród nich historie wesołe, melancholijne oraz przygody dziewczyn z dalekiego świata. Czas pisania opowiadań przypadł akurat na mój wyjazd (roczny, jak się okazało) do Polski, stąd pierwsze z nich, zatytułowane “Przeprowadzka”. Drugie dotyczy jednego z moich ulubionych tematów, czyli kultury meyhane i tego, jak można w Turcji “uratować świat przy stole rakı”…

Co skłoniło Cię do napisania pierwszego zdania „Stambulskich szeptów”, a potem popłynięcia z nurtem Bosforu aż do wysłania propozycji do wydawnictwa Moc Media?

Popłynęłam z nurtem, to fakt…. Nie pamiętam pierwszego zdania “Stambulskich szeptów”. Pamiętam natomiast doskonale, że poprzedzający pierwsze opowiadanie cytat z Marco Polo o opisaniu świata stał się moim przewodnikiem po książce, która od początku żyła swoim własnym życiem i… zwyczajnie kazała mi się napisać. Początkowo podtytuł tego zbioru opowiadań miał brzmieć przekornie “Fakty na podstawie fikcji”, ale uznałam, że byłoby to jednak przegadane.

W jednym z opowiadań pojawia się Lew Trocki, który spędził na stambulskiej wyspie dwa lata, i miał podobno obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa (fakt), choć epizod z dziewczynką z wyspy to mój wymysł (fikcja). Bawiłam się konwencjami, mieszałam fakty z fikcją. Agatha Christie spada u mnie ze schodów hotelu Pera Palace (w którym rzeczywiście się zatrzymała) i odbiera (na jawie? we śnie?) dziwne telefony… Dlaczego nie?

Sylwia Chrabałowska, właścicielka Moc Media, przyrównuje napisane przez Ciebie historie do „Sklepów cynamonowych” Brunona Schulza. Wspomina, że są one momentami jak surrealistyczna poetyka snów, które budzą w czytelniku najczulsze emocje. Czy taki był Twój zamysł?

Nie, poetyka snów po prostu się do mnie przykleiła? Pasowała do tego zbioru, pojawiła się w taki organiczny sposób. Sama jestem ciekawa, jak będzie wyglądać moja kolejna książka. Czy będzie podobnie surrealistyczna?

Jakie opowiadanie najbardziej lubisz?

Mam kilka ulubionych, ale “Cienie” należą chyba do najciekawszych.  Ich akcja toczy się w Bursie, jednej z byłych stolic imperium osmańskiego. Tekst skróciłam o 15 stron, które odnosiły się do stambulskiej przeszłości bohaterki, Astrid (ojciec miał ją nazwać na cześć Astrid Lindgren). Teatr cieni co jakiś czas mi o sobie przypomina. Mąż poznanej w Stambule koleżanki założył w Polsce Teatr Ka, a jeden z pierwszych obejrzanych przeze mnie w kinie tureckich filmów to “Hacivat i Karagöz” (główni bohaterowie teatru cieni). 

Trzy lata temu pojechałam na dwa dni do Bursy, chciałam zobaczyć wszystkie tamtejsze zabytki (prawie mi się to udało!), odwiedziłam też osmańską wioskę Cumalıkızık. Liczy ona sobie ponad 700 lat i została wpisana na światową listę UNESCO. Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie rano i zaczęłam pisać, nie wiedząc jeszcze, że będzie z tego opowiadanie. Jako muzykę w tle puściłam “Marionetki” Preisnera. Piszę zwykle w ciszy, ale to opowiadanie, a właściwie sam jego początek, powstał przy tym właśnie utworze.

Dlaczego Bosfor? Wspominasz, że nie wiesz, po której stronie cieśniny mieszka się lepiej. Czym się różnią?

Wszystkim i niczym. Często słyszę od Turków pytanie o to, którą stronę cieśniny wolę. Tak, jakby przekroczenie Bosforu było przekroczeniem jakiejś magicznej granicy. Mam swoje ulubione dzielnice po obu stronach. Panuje przekonanie, że część azjatycka jest bardziej zielona, lepsza do życia, przyjazna dla rodzin… Ale przecież i tam budują się na potęgę wielkie osiedla, wylewa fala betonu. Stambuł rozrasta się w takim samym stopniu na wschód jak i na zachód, nie wybiera sobie ulubionego kierunku… Zielone wysepki znaleźć można po obu stronach Bosforu. Tymi zielonymi wysepkami są też oczywiście… stambulskie Wyspy Książęce. Część europejska jest chyba bardziej zróżnicowana, do tego ciekawsza pod względem historii, zabytków i architektury, dlatego skłaniałabym się raczej ku niej… Przez pięć lat mieszkałam w dzielnicy Cihangir, niedaleko placu Taksim, do której mam ogromny sentyment. Nie wiem jednak, czy mogłabym tam wrócić, chyba dobrze mi nad samym Bosforem…

Kolejne pomysły na drodze pisarskiej to?

Mam gotowy drugi tom poezji, który zatytułowałam “Słowiańska uroda”. Marzy mi się też pewnego rodzaju reportaż o Bosforze, ale do tego potrzeba skrupulatności w wyszukiwaniu informacji, grzebania w faktach, sporządzania notatek… Nie są to moje ulubione dziedziny, że tak to dyplomatycznie ujmę. Mam nadzieję, że “Cienie” jeszcze kiedyś do mnie powrócą i powstanie z nich dłuższa forma.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Zapraszam nad Bosfor, najlepiej obie jego strony!

10 Shares:
Może zainteresować Cię także