O chwili, którą jest pisanie wiersza i wchodzeniu w opowieść na dłużej – dzięki powieści; o przyglądaniu się światu i pisaniu o trudnych relacjach rodzinnych opowiedziała Twojej Księgarni Jolanta Sak, autorka książki “Ludzie, którzy nie toną“.

Co było pierwsze – wiersz, czy pomysł, żeby w ogóle pisać?

Najpierw były wiersze, albo raczej próby ich pisania. W krótkich strofach umieszczałam swoje emocje, przeżycia, obserwacje otaczającego mnie świata. Zatem było to coś na kształt pamiętnika. Dużo później zaczęło się przeradzać w poważne pisanie, bez którego ciężko byłoby mi teraz żyć.

Z czego czerpiesz inspiracje i jak motywujesz się do pisania?

Inspirację czerpię z każdego dnia, z każdej rozmowy, nawet tej zupełnie przypadkowej (a może właśnie z takiej przede wszystkim), z obserwacji ludzi w sklepie, na ulicy czy gdziekolwiek indziej. Tak naprawdę czas i miejsce nie mają większego znaczenia; chodzi o gest, spojrzenie i już można dopisać całą resztę.

Masz już na koncie kilka tomików wierszy i nagród w prestiżowych konkursach, zatem nie jesteś dosłownie debiutantką. Wchodzisz jednak w inną formę. Jak się z tym czujesz?

Mogę powiedzieć, że proza jest w pewnym sensie konsekwencją wierszy. To właśnie te krótkie, skumulowane opisy i przekazy sprawiły, że poczułam pewien rodzaj niedosytu. Wtedy pomyślałam poważnie o prozie i bardzo dobrze mi z tą myślą.

Skąd wziął się pomysł na napisane powieści?

Z duszy i serca jestem poetką. W kilka krótkich zdań ubieram wszystko co napotykam na swojej drodze, a co jest warte zauważenia. Staram się przekazać odbiorcom moje spojrzenie na świat, wzruszyć i w pewien sposób, choć na mgnienie oka, zatrzymać ich w tym życiowym pędzie.

Z czasem jednak zapragnęłam wejść na dłużej w jakąś ludzką historię, pobyć z moimi bohaterami przez dłuższy czas, nie spieszyć się, pozwolić się im wypowiedzieć, wysłuchać ich… Wiersz to wyjątkowa, cudowna chwila, ale nie pozwala na zaprzyjaźnienie się z bohaterami, ponieważ wpadają w pośpiechu tylko na kilka sekund. Za to proza jest cierpliwa…

Książka „Ludzie, którzy nie toną” już zebrała  całkiem  dobre opinie. Bartosz Soczówka z Bliskich Spotkań napisał, że: „to przejmująca opowieść o zdeformowanych relacjach w rodzinie, które z bezpiecznej przystani zmieniają ją w zagrażające jednostce środowisko. Autorka zabierze Was na deski teatru, w którym pierwszoplanowe role odegrają: kłamstwo, zdrada, tolerancja seksualna, handel ludźmi, przemoc, dominacja, chciwość, egoizm i nierówność. Aktorzy będą sukcesywnie ściągać maski, odsłaniają przed czytelnikiem bolesne prawdy o naturze ludzkiej i ciemnej stronie rodziny.”

Czy taki był Twój zamysł – aby pokazać zdeformowaną rodzinę, przedstawić świat w nieco przerysowanych niekiedy barwach?

Rodzina kojarzy nam się z najlepszymi emocjami, ze wsparciem i bezwarunkową miłością, a przynajmniej tak powinno być w idealnym świecie ale… ale idealny świat nie istnieje. Być może moje przykłady rodzinnych nieidealnych powiązań ukazuję zbyt jaskrawo, lecz pomyślałam, że w taki właśnie sposób najlepiej mogę pokazać jak łatwo jest rozbić się o skały złych emocji, ugrząźć na mieliźnie nieporozumień i wzajemnych oskarżeń. Niech będzie przerysowane, jeśli w taki sposób można pokazać to, co ważne, niech będzie przerysowane jeśli dzięki temu choć jedna osoba zastanowi się nad sobą i być może trochę inaczej spojrzy na swoich bliskich.

Jak pisało Ci się powieść? Czy wątki, które podjęłaś przychodziły z czasem, czy od razu miałaś zamysł na stworzenie takiej fabuły?

Miałam oczywiście ogólny zamysł. Szybko jednak bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem, zupełnie ignorując moje zdanie. Czasem wrzucałam swoje parę groszy, ale tak naprawdę tylko opisywałam to co już dawno wydarzyło się w mojej głowie.

Częstym pytaniem, które zadają recenzenci, jak i pewnie pozostali czytelnicy, jest to zaczerpnięte z tytułu: czy są ludzie, którzy nie toną? Jaka jest Twoja odpowiedź?

Czy są ludzie, którzy nie toną… Chciałabym powiedzieć, że nie ma, że karząca ręka sprawiedliwości wcześniej czy później spadnie na każdego, kto czyni zło. Mam jednak wrażenie (obym się myliła), że niestety istnieją niezatapialni…

Czy na co dzień zajmujesz się czymś co ma związek z literaturą?

Obecnie piszę następną część swojej powieści.

Często na rozmowach o pracę zadają pytanie: gdzie widzisz się za pięć lat? Jaka jest Twoja wizualizacja, jeśli chodzi o pisanie?

Nie sięgam tak daleko. Raczej zastanawiam się co będzie jutro, za tydzień. W tych niespokojnych czasach trudno jest wybiegać tak daleko do przodu, choć nie ukrywam, że za pięć lat chciałabym widzieć siebie jako wydającą kolejną książkę.

Co było ostatnio Twoim wyzwaniem?

Przebrnięcie przez wszystkie etapy związane z wydaniem pierwszej powieści.

Jakiej rady udzieliłabyś tym, którzy pragną pisać, lecz ukrywają to marzenie nawet przed sobą?

Zacząć pisać. Nie marzyć, tylko chwycić w dłoń długopis, położyć na biurku kartkę papieru i zacząć tę niezwykle pasjonującą przygodę. Warto ruszyć w tę niezwykłą podróż przez słowa. Tak niewiele przecież mamy do stracenia a ile do zyskania!

3 Shares:
Może zainteresować Cię także