Kontynuacja zabawnych przygód Magdy, która pragnie zostać detektywem, 17 czerwca trafi do księgarń. Iwona Banach wraca z kolejną komedią kryminalną – przeczytajcie niepublikowany dotąd fragment książki “Głodnemu trup na myśli”.

Co tym razem wydarzy się w małym miasteczku? W książce “Niedaleko pada trup od denata” poznaliśmy Magdę, która przybywając do nietuzinkowej ciotki Emilii, niespodziewanie trafia w centrum tajemniczych wydarzeń i rozpoczyna prywatne śledztwo dotyczące śmierci kolejnych pisarzy. Galeria osobliwych postaci, czarny humor, absurd, zaskakujące wątki, celne uwagi dotyczące reguł funkcjonowania w małych społecznościach i miłość (lub jej poszukiwania) – to wszystko znajdziecie w prozie Iwony Banach.

Czym zaskoczy nas autorka w swojej nowej komedii kryminalnej? Zwłoki milionerki, duchy, dynamiczna akcja i oryginalni bohaterowie. Czy Magda znów będzie miała okazję do sprawdzenia swoich sił w roli detektywa? Czy może Paweł będzie próbował odzyskać dawną miłość i znów przekonać Magdę do siebie? I czy ciotka Emilia doczeka się końca świata na który od dawna jest przygotowana? Odpowiedzi znajdziecie w książce “Głodnemu trup na myśli“, której premiera planowana jest na 17 czerwca.

Iwona Banach
Iwona Banach

IWONA BANACH – tłumaczka z języków włoskiego i francuskiego, pisarka. Absolwentka romanistyki (KUL) i resocjalizacji  WSPS). Autorka dziewięciu powieści nagradzanych w konkursach literackich. Prowadzi bloga  astroniec.pl. Kiedy nie pisze – czyta. Kocha komputery, lubi szydełkować i wciąż uczy się nowych  języków. Bolesławianka z urodzenia i wyboru.

Iwona Banach przebojem wkroczyła na literackie salony z serią komedii kryminalnych, pokazujących w krzywym zwierciadle życie w małym miasteczku. Pierwsza część, zatytułowana „Niedaleko pada trup od denata” ukazała się jesienią 2019 roku i od razu podbiła serca czytelników. Cięty język, humor ocierający się o absurd i groteskę oraz zabawa słowem sprawiają, że książka pisarki z Bolesławca wywołuje niepohamowane wybuchy śmiechu.

Fragment książki “Głodnemu trup na myśli”:

– Piękny pies – zawołała dziewczyna z okna bloku stojącego niedaleko parku, widząc swojego sąsiada spacerującego z wielkim, czarnym, puchatym stworzeniem. – Piękny może i jest, ale jaki tam z niego pies! Już trzeci raz ktoś ukradł mu obrożę! – odkrzyknął sąsiad. Był piękny, jesienny poniedziałek, wszystko pachniało lasem, grzybami i niedawnym deszczem. Ludzie leniwie, choć z pewną właściwą dla poniedziałków wściekłością, szykowali się do swoich codziennych zajęć, nie zdając sobie sprawy, że przekorny los ma dla nich coś w zanadrzu. Owo coś sprawi, że poniedziałki znienawidzą jeszcze bardziej, a tego jednego raczej nie zapomną do końca życia. Dziewczyna roześmiała się na samą myśl, że ktoś pokusił się o taką dziwną kradzież, ale nic nie powiedziała. Mieszkała w tym bloku zaledwie od kilkunastu lat, więc nikogo właściwie nie znała, z żadnym z sąsiadów się nie przyjaźniła. Z tym jednym wymieniała czasami grzecznościowe uwagi na temat jego psa, bo psy to świetny i bardzo bezpieczny temat do rozmów, no i od czegoś trzeba zacząć. Kto wie, może za jakieś dwadzieścia lat wymienią się numerami telefonów, a za dwadzieścia pięć pójdą na kawę. O ile on nie zgubi laski, a ona okularów. Dawno minęły czasy, kiedy ludzie patrzyli w coś innego niż w komputer.

Blok, w którym mieszkali, był bardzo, a wręcz nadzwyczaj spokojny. Ludzie byli grzeczni, ale mało aktywni towarzysko w obrębie swojej klatki schodowej. Nikt od nikogo nie pożyczał cukru także dlatego, że w modzie był słodzik, ani soli, bo po drugiej stronie ulicy był sklep całodobowy i jakoś nie wypadało. Owszem, zdarzało się, że komuś zabrakło soli lub cukru, padał deszcz, była ciemna noc i temu komuś nie chciało się iść do sklepu. W takich sytuacjach ludzie w potrzebie pisywali tragiczne posty na Facebooku okraszone załzawionymi buźkami emotikonów i obrazkami roztrzaskanych w drobny mak serduszek w stylu: „I co ja teraz pocznę, chyba się załamię, cukier mi wyszedł”. Dostawali lajki, serduszka i tony pocieszeń, kilka pouczeń co do szkodliwości cukru, „dowcipne” stwierdzenia: „Jak nie wiesz, co począć, pocznij dziecko”, kilka porad dotyczących cukrzycy, dwa czy trzy zdjęcia penisów oraz kilka GIF-ów z kotkami i w takiej atmosferze pili kawę bez cukru, żaląc się na światową znieczulicę i smak kawy. Oczywiście sąsiedzi kłaniali się sobie, o ile spotkali się na klatce schodowej (i o ile byli w stanie się rozpoznać) albo gdzieś w mieście, ale to było wszystko i zdarzało się naprawdę rzadko. Nikt nikogo nie znał. Imiona niektórych sąsiadów można było odgadnąć po odgłosach dochodzących z imprez, choć nie zawsze się to udawało, bo na przykład jeżeli impreza odbywała się szesnastego maja, można się było spodziewać imienin Szymona, ale pozostawali przecież Trzebiemysł, Ubald i Honorat… A urodziny? Mogły to też być urodziny.

Co do nazwisk z powodu RODO było o wiele gorzej. Ogólna wiedza na temat bloku, w którym dziewczyna mieszkała, była mniej więcej taka. Na dole mieszkali faceci od odszczurzania i babka od klątw wieczystych, powyżej rodzina z dużymi dziećmi, a po drugiej stronie dwóch facetów – wszyscy podejrzewali, że są gejami. Wyżej facet z psem, jakaś nauczycielka chyba z córką i wnuczką, kobieta od kotów, nawiedzona babka od jakiejś sekty i ona. Nika, zwykła kobieta bez przeszłości i jak podejrzewała, również bez przyszłości. Bez przeszłości, bo nikt nigdy jej nie rzucił, nie zdradził, nie oszukał. Może poza tymi kilkoma facetami z internetu i amerykańskim generałem, który kochał ją bardzo, a potem zniknął. Nawet jej nie okradł, choć bardzo się starał, bo nie miała na to dość pieniędzy, a żaden bank nie chciał dać jej pożyczki w wysokości stu tysięcy dolarów. Ona też nikogo nie poszczuła psami. Żyła spokojnie, modląc się o jakiegoś rozsądnego chłopaka. Początkowo miał to być jakiś Massimo, Vittorio albo Alberto, jurny mafioso z pieniędzmi i pokaźną liczbą zboczeń seksualnych, ale trafił się jedynie Zenon i miał tylko zboczenia, a to jednak trochę za mało. Miał też, co prawda, wielkie marzenia, a konkretnie jedno. Marzył, by zostać jej utrzymankiem, co z wielu względów nie było możliwe. Potem miał to być Piotr, Paweł albo Szymon, inteligentny, słodki, romantyczny biznesmen z mieszkaniem i lexusem, ale nie wyszło. Piotr szukał kobiety do sponsoringu, Paweł partnera, a Szymon niezobowiązującego seksu. I wszystko było nie tak. Marzyła i modliła się o cud, ale ten nie nadchodził. Jej modlitwy cichły i marniały wprost proporcjonalnie do tego, jak ona sama przybierała na wadze, wpychając w siebie serniczki, pierniczki i schabowe. Kiedyś modliła się o wysokiego blondyna z umięśnionym torsem, mieszkaniem i dobrą pracą. Teraz facet mógłby być nawet łysy, bezrobotny i chuderlawy, byleby był choć o kilka centymetrów wyższy od niej, bo jakoś nie potrafiła wyobrazić sobie siebie z konusem. Ostatnio coraz częściej przyglądała się facetowi od psa i jego psu. Był zadbany i grzeczny, spacerował kilka razy dziennie i zwyczajnie wydawał się wesoły, a więc można by powiedzieć, że pan o niego dbał. A to już dużo. I pan psa był wysoki. Miał jeszcze odrobinę włosów (dzięki Ci, Boże!), codziennie wychodził z domu o tej samej porze, więc chyba gdzieś pracował. Miał nawet samochód, choć była to multipla. Nika nie wiedziała, czy ma to policzyć na plus, czy na minus. Na innych sąsiadów nie miała co liczyć. Na spotkanie kogoś sympatycznego w mieście czy w pracy też za bardzo nie mogła liczyć. To było typowe polskie miasteczko. Ci, którzy wyglądali jak książęta z bajki (bo i tacy się zdarzali), mieli już chłopaków, ci, którzy wyglądali mniej więcej jak ludzie i czasami się myli, byli żonaci albo zajęci. A cała reszta średnio nadawała się do westchnień. Trudno przecież wzdychać do kogoś, kto nie spędza całego dnia pod budką z piwem tylko dlatego, że budki zlikwidowano. Zresztą alkoholizm od dawna nie jest już w modzie. Kiedyś zdesperowane dziewczyny bez wyjścia brały sobie takiego. Wierzyły, że przy nich się zmieni, i marnowały sobie życie, a potem dzielnie cierpiały z miłości i dla dzieci. Nika cierpieć nie chciała. Teraz w ogóle coraz rzadziej bierze się pod uwagę takie układy. Dziewczyny wolą być same niż z byle kim, choć facet z jakimś borderline’em albo z lekką fobią jest lepszy od żadnego. Z tą myślą Nika postanowiła wrócić do łazienki i przygotować się do wyjścia. Z całego serca obiecywała sobie, że będzie wstawać wcześniej i czekać na faceta od psa od piątej rano, żeby do niego zagadać, oraz że zrobi sobie mocniejszy makijaż, żeby lepiej ją było widać z dołu. To dość ważne – Nika mieszkała na ostatnim piętrze, więc wpaść na faceta przechodzącego przypadkiem obok jej mieszkania raczej nie mogła. Musiała to załatwić inaczej.

9 Shares: