W życiu prywatnym matka i żona. Zawodowo dotąd zajmowała się promowaniem książek, tworzeniem reportaży telewizyjnych, a także uprawiała dziennikarstwo wcieleniowe i namierzała sponsorów, podając się za ich cel. Teraz debiutuje ze swoją książką w niezwykle trudnym momencie i – co ciekawe – wszędzie jest jej pełno. Czy Wrzask to powieść, na jaką wszyscy czekali?

Adrian Tomczyk: O czym jest Wrzask i co chciałabyś, żeby ludzie poczuli w trakcie lektury?

Izabela Janiszewska: Wrzask to historia o tym, że każdy ból musi być kiedyś wykrzyczany i że największy gniew rodzi się w ciszy. Reporterka Larysa Luboń wpada na trop sadystycznego sponsora płacącego studentkom za seks, a w tym samym czasie komisarz Bruno Wilczyński rozwiązuje zagadkę tajemniczej śmierci młodej dziewczyny, która niepokojąco przypomina mu wydarzenia sprzed lat. Tych dwoje połączy postać mordercy – ducha, człowieka, który oficjalnie nie istnieje. Zależało mi na tym, by czytelnicy w trakcie lektury doświadczyli obezwładniającej potrzeby wrzasku, by ich emocje, od ekscytacji przez złość i niepokój aż po wielką ciekawość, były tak silne, że budziłyby potrzebę wykrzyczenia. Chciałam, by historia, którą opowiadam, niczym trąba powietrzna porwała czytelnika, wessała go, zakręciła nim porządnie, a później postawiła z powrotem na ziemi i skłoniła go do refleksji nad tym, skąd bierze się zło.

Jak w Twoim przypadku wyglądał research do książki? Masz konsultantów czy wszystkie informacje zdobywałaś sama?

Większość informacji zdobywałam na własną rękę. W mojej pracy poza informacją ogromną rolę odgrywają emocje, by dobrze o nich pisać, sama staram się doświadczać ich w bezpiecznych warunkach. Szukając wiedzy o sponsoringu, zamieściłam na jednym z portali erotycznych ogłoszenie jako dziewczyna, która szuka sponsora, i drugie jako sponsor, który poszukuje dziewczyny do lukratywnego układu opartego na seksie. Odpowiedzi przyszły niemal natychmiast, a dwa dni później miałam już umówione pierwsze spotkania. Rozmowy ze sponsorami organizowałam najczęściej w miejscach mi znanych, jasnych, pełnych ludzi i bezpiecznych, tak, bym w razie potrzeby mogła sprawnie zniknąć albo poprosić kogoś o pomoc. Muszę przyznać, że mimo mojej ostrożności poziom adrenaliny wzrósł mi kilka razy, chociażby wtedy, gdy za bardzo zaufałam swojej intuicji i wsiadłam do samochodu jednego ze sponsorów, a on włączył blokadę drzwi. Na szczęście tamtego dnia, dzięki mojej bogatej wyobraźni, wyłgałam się od wspólnej podróży z niemal obcym człowiekiem w miejsce, które mogło być ostatnim, jakie chciałabym odwiedzić.

Jeśli zaś chodzi o konsultantów merytorycznych w kwestiach pracy policji, to nieocenioną pomoc otrzymuję od kryminalistyków, policjantów wydziałów kryminalnych, a nawet profilera i technika kryminalistyki.

Chciałam, by historia, którą opowiadam, niczym trąba powietrzna porwała czytelnika, wessała go, zakręciła nim porządnie, a później postawiła z powrotem na ziemi i skłoniła go do refleksji nad tym, skąd bierze się zło.

Nie przerażają Cię te łatki nadane przez pierwszych recenzentów – debiutantka roku, najlepszy kryminał od lat, powieść uzależniająca od pierwszych akapitów?

Niekiedy onieśmielają i budzą niedowierzanie, ale częściej cieszą i niesamowicie motywują do dalszej pracy. To fascynujące dowiadywać się, że w jakiś metafizyczny sposób spotkaliśmy się w tej historii z czytelnikami, że pobudziłam ich wyobraźnię i rozpaliłam emocje. Cieszy mnie, że pokochali bohaterów, jakich stworzyłam, i właściwie każdego dnia pytają mnie o to, kiedy będzie dalszy ciąg przygód Larysy i Brunona. Dzięki temu czuję, że niezliczona ilość historii, których wysłuchałam jako dziennikarka, setki tekstów i scenariuszy, jakie napisałam, oraz lata pisania powieści do szuflady, miały sens. Z pokorą przyjmuję każdą rzetelną krytykę, którą osładzają zdecydowanie przeważające głosy pozytywne.

Jakie są Twoje inspiracje literackie? A jakie kryminały sama najmocniej lubisz?

Fascynują mnie historie nieoczywiste, mające drugie dno, ale jednocześnie wstrząsające i wywracające mój świat do góry nogami. Jestem zdecydowanie fanką książek, które budzą emocje, takie, po których potrzebuję posiedzieć chwilę w ciszy i samotności, by zrozumieć, co się przed chwilą wydarzyło. Ostatnio całkowicie oczarował mnie włoski autor Donato Carrisi, lubię też serię Jo Nesbø z Harrym Holle, „Millennium” Stiega Larssona, powieści Wojciecha Chmielarza czy Zygmunta Miłoszewskiego. Często sięgam też po literaturę piękną, która mnie porusza. Jestem fanką Małego życia Hanyi Yanagihary, duże wrażenie zrobiła na mnie powieść Wierzyliśmy jak nikt Rebekki Makkai oraz Widać było tylko szczęście Grégoire Delacourta. Gdy potrzebuję mocnych wrażeń, sięgam po reportaże Wojciecha Tochmana, Filipa Springera, a w tym tygodniu czytam Niegrzeczne Jacka Hołuba. Długo mogłabym tak wymieniać, muszę chyba ze skruchą przyznać, że jestem uzależniona od książek.

fot. Zuza Krajewska, Warsaw Creatives

21 Shares:
Może zainteresować Cię także