Artur Górski, dziennikarz i pisarz, autor bestsellerowej serii Masa o polskiej mafii oraz wydanej niedawno książki Gucci Boys, rozmawia z Agnieszką Wilczek z magazynu Twoja Księgarnia.

Twoja Księgarnia: Czy czuje się pan bardziej dziennikarzem, czy pisarzem? Czy w ogóle możliwe jest rozgraniczenie tych zawodów?

Artur Górski: A jednak! Ja zdecydowanie czuję się dziennikarzem, a ilekroć przy moim nazwisku pojawia się słowo pisarz (czy to w wywiadzie telewizyjnym, czy na spotkaniu autorskim), zawsze staram się, aby zniknęło i zostało zastąpione przez dziennikarza.

Kiedyś pewien krytyk literacki powiedział mi, że z dziennikarza, choćby dobrego, nigdy nie będzie pisarza, choćby przeciętnego.

Czasami godzę się na kompromis w postaci „autora”. Kiedyś pewien krytyk literacki, po lekturze jakiegoś mojego tekstu literackiego, powiedział mi, że z dziennikarza, choćby dobrego, nigdy nie będzie pisarza, choćby przeciętnego. Uważam, że to nieprawda, bo pisanie książek to nie tylko zgrabna żonglerka słowami, ale także znajomość tematu, doświadczenie, umiejętność patrzenia na życie i problemy pod różnych kątami. I w tym widzę przewagę dziennikarza nad pisarzem, który tworzy za biurkiem i wymyśla sobie życie. Rzecz w tym, że coraz rzadziej mówi się o mnie dziennikarz, a coraz częściej pisarz…

To prawda. Ale wszystko zaczęło się od mafii. W jaki sposób po raz pierwszy się pan z tym światem?

Moja fascynacja (ale nie uwielbienie!) tematem zaczęła się wiele lat temu, gdy byłem korespondentem z wojny w byłej Jugosławii. O wiele bardziej od działań zbrojnych, międzynarodowych interwencji, geopolityki czy pertraktacji pokojowych interesowały mnie losy zwykłych ludzi, którzy szukali swojego miejsca w tym niespokojnym czasie. Wielu z nich znalazło go w przestępczym półświatku, choć na wojnie trudno odróżnić działalność zacną od godnej potępienia.

Poznałem wielu przemytników, dla których wojna stała się może nie eldorado, ale środowiskiem naturalnym do zarabiania większych pieniędzy niż w warunkach pokoju. To dzięki ich opowieściom, a także dzięki prasie i rozmaitym raportom ekspertów, uświadomiłem sobie istnienie wielkich struktur przestępczych, które zarabiają fortuny na takich kryzysach jak wojny czy kataklizmy.

Dotychczas mafię znałem głównie z filmów, teraz  – na konkretnych przykładach z życia – zacząłem rozumieć, na czym polega. Po kilku latach stworzyłem magazyn kryminalny „Focus Śledczy” – pismo, które zdobyło bardzo dużą rzeszę czytelników, zainteresowanych tematami kryminalnymi. Jednym z czytelników okazał się najsłynniejszy polski świadek koronny Masa. Zaproponowałem mu współpracę. Stąd już było bardzo blisko do sukcesu naszej serii wydawniczej „Masa o polskiej mafii”.

W jakiś sposób praca z tak trudnymi tematami wpływa na autora?

Każdy temat wpływa na autora – jeśli pisze on o przyrodzie, z pewnością jego myśli zaprzątają góry i lasy, a śnią mu się stada baranów na bezkresnych łąkach. Jeśli jednak pisze o mafii, to przebywa w określonym środowisku. Mam na myśli nie tylko gangsterów, ale także policjantów czy prokuratorów. Żyje problemami tego środowiska, czasami odbiera anonimowe telefony od osób, którym się nie podoba jego pisanina, a śnią mu się mafijne egzekucje. Kiedy ogląda serial kryminalny, traktuje go z krytyczną pobłażliwością, bo wie, że sytuacje wymyślone przez filmowców mają się nijak do rzeczywistości i są w gruncie rzeczy wyssane z palca.

Pamiętam Wielkanoc, kiedy dostałem życzenia wyłącznie od byłych gangsterów. Może ten porządny świat przestał mnie uważać za „swojego”?

Pamiętam Wielkanoc, kiedy dostałem życzenia wyłącznie od byłych gangsterów i ani jednego z tak zwanego porządnego świata. Może ten porządny świat przestał mnie uważać za „swojego”? Niestety, tematyką mafijną nie da się zajmować  „na pół gwizdka” – albo w to wchodzisz z butami, albo w ogóle cię tam nie ma.

W filmie i literaturze mafijni bossowie często przedstawiani są jako bohaterowie szlachetni, czasem nawet wzbudzający sympatię – to jednak kreacje. W świecie, który pan opisuje bohaterowie są tacy jak otaczająca ich rzeczywistość – brutalni, często bezwzględni. Czy trudno było panu było zachować dystans do opisywanych osób, tematów?

Kreowanie mafijnych bossów czy nawet zabójców jako fajnych, charakternych chłopaków, których życie wypchnęło na drogę romantycznej, choć niebezpiecznej przygody w półświatku, jest bardzo szkodliwe. Niestety, kino i literatura lubią takich bohaterów, bo są wbrew obiegowej opinii, że bandzior to zły człowiek i tyle. Poznałem ich bardzo wielu, z niektórymi naprawdę miło spędzało się czas, ale zaznaczam, że nie znałem ich w czasach, gdy budzili strach na mieście. Pewnie wtedy miłe spędzanie czasu nie byłoby możliwe.

Nigdy nie utraciłem dystansu do tego, kim byli i nie starałem się relatywizować ich wyborów. Owszem, wiem, że nic nie jest tak czarne jak się wydaje, i nic nie jest tak białe, jak byśmy chcieli, żeby było – zawsze, kiedy opisuję czyjeś losy, staram się dotrzeć do korzeni określonych decyzji i błędnych wyborów. Jak spowiednik, który jednak nie może dać rozgrzeszenia. Ale nie róbmy z gangsterów błędnych rycerzy, bo to jest po prostu szkodliwe.

Czy pamięta pan, co było dla pana największym odkryciem podczas prac nad pierwszymi materiałami o tematyce mafijnej? Czy coś szczególnie pana zaskoczyło? 

Nie jestem w stanie podać jednego, konkretnego zaskoczenia.

Gdy zacząłem współpracę z Masą i wkroczyłem – oczywiście w jakimś sensie – do tego świata, gdy poznałem jego przedstawicieli i wysłuchałem setek godzin zwierzeń, miałem wrażenie, że otworzyłem Sezam, w którym jednak nie ma złota, a coś, co może zaszkodzić, jeśli się z tego skorzysta nieumiejętnie. Tak naprawdę każda rozmowa, każda nowa wersja zdarzenia, o którym niby już wszystko wiadomo, a tak naprawdę, nic nie wiadomo, były dla mnie kolejnym otwarciem. 

Uznałem, że muszę mieć jakąś odskocznię od tematyki mafijnej, bo inaczej zwariuję (…) po spotkaniu z Masą czy po wizycie w Zakładzie Karnym zawsze starałem się, aby wieczór kończył się albo w operze, albo w filharmonii.

Czy miewał pan momenty, w których rozmyślał pan nad porzuceniem tematyki gangsterskiej? Czy może przeciwnie: świat ten okazywał się coraz bardziej wciągający?

O tak, ten świat okazał się bardzo wciągający, tym bardziej, że z biegiem czasu moja osoba zaczęła budzić zainteresowanie nie tylko byłych środowisk przestępczych, ale także służb, odpowiedzialnych za walkę z półświatkiem.

Mówiąc krótko, co jakiś czas pojawiały się propozycje, aby wykorzystać moje „umiejscowienie” pomiędzy światem dobrych i złych do rozmaitych celów, także jak najbardziej pożytecznych. Nie będę rozwijał tego wątku, powiem tylko, że cały czas musiałem analizować, do jakiego momentu można dojść i jakiej linii nie wolno mi przekroczyć. I chyba nabrałem w tym sporej wprawy.

Uznałem też, że muszę mieć jakąś odskocznię od tematyki mafijnej, bo inaczej zwariuję. Mój wybór padł na muzykę poważną – nawet po spotkaniu z Masą czy po wizycie w Zakładzie Karnym zawsze starałem się, aby wieczór kończył się albo w operze, albo w filharmonii. Na szczęście w wielu miastach, gdzie są zakłady karne, znajdują się też placówki kulturalne. Ponoć Al Capone bardzo kochał operę. Ciekawe, jakiego kompozytora najbardziej?

(…) nie czytam kryminałów – ani polskich, ani zagranicznych. Uznałem, że skoro kryminał, i to naprawdę mocny, mam na co dzień, powinienem czytać książki zupełnie innego gatunku.

A po jakie książki sięga Artur Górski? Co czyta pan na co dzień?

Na pewno nie czytam kryminałów – ani polskich, ani zagranicznych. Uznałem, że skoro kryminał, i to naprawdę mocny, mam na co dzień, powinienem czytać książki zupełnie innego gatunku.

Nie jestem w stanie podać ulubionego autora, tak samo jak nie jestem w stanie podać ukochanego kompozytora – za dużo czytam, i za dużo słucham, żebym mógł opowiedzieć się za jednym twórcą.

Ostatnio dużą frajdę sprawia mi lektura książek Jaume Cabre  – tam jest i muzyka, i teologia i chłodna arystokratyczna elegancja, i erudycja podana w sposób strawny. To wszystko mi odpowiada. Choć, kiedy czytałem opowiadanie Cabre o mafijnym kilerze, to moja czujność wzrosła i od razu przed oczyma stanęli mi ludzie, którzy naprawdę zabijali. Z takiego podejścia do literatury już się nigdy nie wyleczę.

Dziękuję za rozmowę.

Artur Górski – dziennikarz, pisarz, twórca magazynu „Focus Śledczy”, autor bestsellerowej serii „Masa o polskiej mafii” (ponad półtora miliona sprzedanych egzemplarzy). Laureat nagrody Bestseller Empiku za 2014 rok w kategorii Literatura Faktu. Oprócz serii z Masą, ma na koncie wiele innych głośnych książek, między innymi „Majami, zły pies”, „Słowikowa o więzieniach dla kobiet” czy „Po prostu zabijałem”. Prawa do jego książki „Ruscy Narcos” zostały wykupione przez angielskiego producenta filmowego. 

4 Shares:
Może zainteresować Cię także