Czy moda może kształtować życie? Czy jest nieodłącznym elementem naszej codzienności? A może tylko nic nie znaczącym dodatkiem? O tym rozmawiamy z Moniką Szymor, absolwentką Akademii Sztuk Pięknych, projektantką mody i właścicielką marki SheMore, która propaguje ideę slow nie tylko w książce ”Slow fashion”, ale i na wielu spotkaniach i warsztatach.

TK: Czym jest dla Ciebie moda?

Monika Szymor: Moda jest kulturą, sztuką, pewnym sposobem na postrzeganie świata, pasją. Pobudza wyobraźnię, daje wiele możliwości, ale i uczy w jakimś stopniu życia. Nie można jej upchnąć do jednej kategorii. Jeśli patrzymy na ubranie, z reguły nie widzimy nic, poza rodzajem materiału, fasonem, kolorem, dobranymi elementami, mającymi na celu jego uatrakcyjnienie. Można spojrzeć pod spód i sprawdzić, jak przebiegają szwy, czy odzież na przykład nie rozejdzie się po praniu. Dla wielu istotne będzie także zwrócenie uwagi na metkę, czyli na skład, pielęgnację i miejsce, w którym dana rzecz została wyprodukowana. Kiedy pójdzie się tą ścieżką, może okazać się, jak wiele ubranie kryje w sobie. Pole upraw, fabryki materiałów, miejsce, gdzie tworzy się model (od projektowania, poprzez konstrukcję do uszycia wzoru), kolejne, w którym odszywana jest większa ilość i to, gdzie się modele magazynuje, jak transportuje, w jakich miejscach sprzedaje. Wszędzie, za każdym elementem tego procesu stoją ludzie. Znaczenie ma nie tylko fason, kolor, ale to, z czego, w jakich warunkach, przez kogo i za jakie pieniądze dane ubranie zostało wyprodukowane. Moda zatem może być byle jakim towarem, ale i dobrą jakością, składającą się z warstwy odpowiednich materiałów, dodatków, ale i godnej pracy wykonywanej bezpiecznych warunkach, bez wyzysku, z szacunkiem do drugiego człowieka. Moda zatem ma wiele pojęć, wszystko zależy od tego, jak chcemy na nią patrzeć.

Opowiedz, jak to się stało, że w Twoich projektach, życiu i w książce znalazła się idea slow?

Kiedy zaczęłam zawodowo zajmować się modą, nie miałam pojęcia, że istnieje idea „slow fashion”. Poznałam ją po tragedii w Bangladeszu, kiedy runął budynek Rana Plaza, mieszczący w sobie wiele fabryk odzieżowych. Z powodu nielegalnego dobudowania kilku kondygnacji zginęło ponad tysiąc osób. W gruzach znaleziono metki firm odzieżowych, jakie znam (zagranicznych i polskich). Wtedy zaczęłam zastanawiać się, co się stało z modą. Dzięki kilku osobom i poszukiwaniu na własna rękę informacji dowiedziałam się o organizacji Fashion Revolution, która powstała właśnie po tym okrutnym wydarzeniu i działa do dziś. Ma na celu zwrócenie uwagi świata, szczególnie ludzi stojących na czele rządów na ogromny problemu, jakim jest produkcja fast fashion. To nie tylko sterta ubrań, piętrzących się na półkach w galeriach handlowych, to zanieczyszczanie matki natury, niedbałość o zdrowie ludzi i ich życie. Czy ktoś kupując bluzkę na imprezę w sobotę, zastanawia się nad tym, że uszyła ją dwunastoletnia dziewczynka? Albo że dżinsy imitujące stary, „znoszony” model, szykował mężczyzna, stosując metodę „sandblastingu”? (Metoda polega na rozpylaniu na dżins krzemionki za pomocą wysokociśnieniowego pistoletu. Pył, który się unosi, jest wdychany przez pracownika, co prowadzi do krzemicy – śmiertelnej choroby płuc.)

Wiele podobnych informacji trafiało do mnie i zaczęłam analizować swoje małe produkcje. Czy moje materiały są ok? Czy nie produkuję za dużo, skoro wiem, że część rzeczy się nie sprzedaje? Co potem z nimi robić? Marki sieciowe potrafią spalić niesprzedane kolekcje warte 38 mln, byleby nie trafiły one na wyprzedaż. Kiedy przestaliśmy dbać o siebie i środowisko?

To wszystko spowodowało, że ‘slow fashion’ znalazło stałe miejsce w moim życiu. To zwracanie uwagi na produkt, miejsce jego wykonania (najlepiej, aby pochodził z rodzimego rynku), to sposób jego wytworzenia (tak, by nie szkodził innym), to godność i odpowiednie wynagrodzenie (nie miska ryżu) za pracę nad każdym projektem. To świadomość wszystkich składowych, które po poznaniu, nie pozwalają na ignorowanie otaczającego świata i skłaniają do zastanowienia przy każdym kolejnym zakupie.

Czy pomysł na książkę zrodził się ot tak, jednego dnia i zaczęłaś pisać, czy może kiełkował przez lata, pisałaś do szuflady i w końcu odważyłaś się pokazać ją światu?

To była bardzo ciekawa droga. Projektowałam w swojej marce ubrania dla kobiet, już nie w systemie kolekcji – wiosna/lato, jesień/zima, ale indywidualnie, zgodnie z ich potrzebami. Często przy wyborze materiałów opowiadałam, dlaczego warto wybrać np. wiskozę, a nie poliester, czemu ważne są certyfikaty, nawet jeśli chodzi o barwniki. Wiele klientek nie miało pojęcia o tym, że nadruk może powodować różne alergie. Poliester niektórym kojarzy się z tym, że ciało w nim gorzej oddycha i nagrzewa się. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że to plastik, który powstaje na bazie ropy naftowej, że wpływa na hormony, że bielizna poliestrowa uniemożliwia dopływ powietrza, zatem jest idealnym środowiskiem dla bakterii i wirusów. Na metce sukienki ze składem 100% poliestru nie jest napisane, że w sytuacji stresowej, w codziennym pędzie, a nawet przy uczuciu głodu, kiedy ciało się poci, z sukienki uwalniane są pod wpływem wilgoci substancje chemiczne, metale ciężkie, które przenikają do organizmu i bardzo mu szkodzą.

Brakuje też edukacji na temat tego, że mikrowłókna plastiku, nie są wyłapywane przez filtry w oczyszczalniach ścieków i kiedy jedziemy nad morze zjeść pysznego sandacza, na nasze talerze trafia również ten plastik z naszych ubrań. Naukowcy przeprowadzili badanie, które wskazuje, że tygodniowo człowiek zjada 5 gramów plastiku, tyle ile waży na przykład karta kredytowa.

Z racji, że prowadziłam niszową markę, nie trafiałam z przekazem do wielu ludzi, to zrodziło we mnie pomysł napisania książki, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o ciemnej stronie mody, ale i znalazło tę jasną, którą warto podążać. Najpierw zaczęłam pisać powieść, w której chciałam zawierać strony z faktami. Kiedy poznałam Sylwię Chrabałowską, założycielkę wydawnictwa Moc Media, uwierzyła w ten projekt i pisałam dalej. Okazało się, że zarówno powieść, jak i część edukacyjna znacznie się rozrosły. Lepiej było to rozdzielić na dwie osobne książki. I tak, najpierw został wydany poradnik  „Slow fashion”, a w przyszłym roku na półki trafi historia napisana prozą.

Nie da się nie zauważyć, że etyka w samej branży mody praktycznie wymiera. Jakie są zaniedbania?

Można powiedzieć, że ogromne. Producenci tak bardzo skupiają się na zysku, że zapominają o wszystkim innym. Przemysł modowy (tekstylny, odzieżowy, obuwniczy i skórzany) wynosi ponad 200 mld euro. Szacuje się, że w 2030 roku ma być wyprodukowanych 102 mln ton odzieży, a ich wartość przekroczy 3,3  tryliona dolarów. Globalna produkcja emituje rocznie ponad miliard ton dwutlenku węgla. Łańcuch dostaw produkcji odzieży działa tak, że T-shirt, który ma trafić w Twoje ręce, najpierw musi pokonać nawet do 50 tys. km. Jakość tak spadła, że przeciętnie, jak wynika z badań, część ubrań wystarcza na 7-8 użyć, przez to konsument kupuje o 60 procent więcej ubrań niż mniej więcej 15 lat temu.

Zatem nie tylko producent, ale i konsument jest współodpowiedzialny za problemy, z którymi się zmagamy. Ludzie nie mają świadomości, albo nie chcą wiedzieć, że do wyprodukowania jednej bluzki potrzeba ponad 2700 litrów wody. Wolą kupić za 30 zł koszulkę, niż wydać 100 zł na taką, która jest z organicznej bawełny, czy innego surowca dobrej jakości.

Brakuje refleksji, zapomina się o rzemiośle. Firmy oszukują, nie chcą być transparentne. Czy ktoś wie, że „Made in Poland” na metce wcale nie oznacza, że cała produkcja sukienki odbyła się w Polsce? Nie ma do końca uregulowania prawnego i można napisać „wyprodukowano w Polsce”, co wcale nie oznacza, że surowiec jest z Polski, że tu uszyto daną rzecz. Wystarczy, że końcowy proces produkcji mieści się w którymś z naszych miast i już podpisujemy, że to rodzimy produkt. Czy to jest etyczne? Należałoby informować na etykiecie, że materiał pochodzi z Turcji, a w Polsce został uszyty model.

W jaki sposób edukujesz?

Odbyłam wiele spotkań autorskich. Oprócz rozmowy o książce, prowadzę coraz więcej warsztatów. Prezentuję na nich różne rodzaje materiałów, dzięki czemu można poznać różnice między sztucznym, a naturalnym surowcem, co znacznie ułatwi kupowanie. Wyjaśniam na podstawie modeli z sieciówek i z własnej produkcji, jak powinny wyglądać po wielu praniach, co jest nie tak w danych bluzkach. Uczestnicy mają także możliwość poznania, jak należy układać materiał, jak skroić T-shirt, aby później wystarczył na znacznie dłużej, niż wspomniane 7 razy. Dzięki uprzejmości Katarzyny Dominiak, ambasadorki książki „Slow fashion” kreatorki wizerunku pod marką Bez Alibi miałam również przyjemność poprowadzić w zeszłym roku akademickim prelekcję z częścią warsztatową dla studentów w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. W planach mam kolejne spotkania, na których chciałabym dalej przekazywać wiedzę i prezentować poradnik, który może zainicjować zmianę w myśleniu, czy dokonywaniu wyborów.

1 Shares:
Może zainteresować Cię także