Anna Rozenberg debiutuje kryminałem Maski pośmiertne. Jej książkę polecają m.in. Robert Małecki i Marta Matyszczak. Zapraszamy do lektury wywiadu z autorką.

Twój debiutancki kryminał Maski pośmiertne jest już w sprzedaży. Jakie emocje towarzyszą ci w związku z premierą?

Podobno im dłużej się czeka, tym lepiej premiera smakuje, ale też upływ czasu powoduje narastanie napięcia i oczekiwań. Dla mnie jest to prawdziwy rollercoaster uczuć – od euforii do niepewności, na szczęście z przewagą tego pierwszego. Dzieje się to głównie za sprawą przedpremierowych recenzji, które pozytywnie mnie zaskoczyły i utwierdzają w przekonaniu, że wybrałam właściwą ścieżkę.

Jak wyglądała Twoja droga do debiutu? I co poradziłabyś innym debiutantom?

Muszę wyznać, że moja pierwsza powieść wylądowała w koszu. Druga również. Uznałam, że nie są dość dobre. Trzecią to wydawcy ocenili, że nie jest dość dobra. I słusznie. Myślę, że to normalne i niewielu szczęśliwców debiutuje pierwszym tekstem, jaki wyjdzie spod ich pióra. Przy Maskach pośmiertnych natomiast odzew od wydawnictw był zaskakujący. Ostatecznie postawiłam na to,  które było moim pisarskim marzeniem, i w maju ubiegłego roku podpisałam umowę z wydawnictwem Czwarta Strona Kryminału.

Po paru latach prowadzenia serwisu redakcje.com.pl mogę poradzić jedno: trzeba się uzbroić w trzy rzeczy: upór, pokorę i cierpliwość.

Maski pośmiertne to powieść wielowarstwowa. Obok tej oczywistej – kryminalnej, znaleźć tu można komentarz bohaterów do przemian społeczno-kulturowych nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i Europy.

Gdybyś miała zachęcić czytelników do lektury Masek pośmiertnych, co byś im powiedziała?

Maski pośmiertne to powieść wielowarstwowa. Obok tej oczywistej – kryminalnej, znaleźć tu można komentarz bohaterów do przemian społeczno-kulturowych nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i Europy. Z pewnością w miarę zgłębiania lektury znajdą  też w niej Państwo nieoczywiste ciekawostki historyczne, także polskie. Jeśli oczekują Państwo od powieści kryminalnej nie tylko rozrywki, ale też momentów zastanowienia, to Maski z pewnością spełnią te oczekiwania.

Główny bohater, inspektor David Redfern, jest pół Polakiem, pół Jamajczykiem i właśnie zaczyna pracę na komendzie w angielskim Woking. Skąd pomysł na taką postać?

Zainspirował mnie mąż mojej znajomej.  Jest on z pochodzenia jamajskim Szkotem, tak jak ojciec Redferna, który związał się z Polką. David to przedstawiciel tej wielokulturowej Wielkiej Brytanii, którą pokochałam. Dość powiedzieć, że inspektor dzięki swojej mamie mówi płynnie po polsku. Wynikać z tego będzie wiele ciekawych sytuacji.

Intryga kryminalna, którą stworzyłaś, jest ogromnie dopracowana i nie ma w niej przypadkowych elementów. W jaki sposób nad nią pracowałaś, by nie pogubić wątków i poprowadzić ją tak, by zmylić, a na końcu zaskoczyć czytelnika?

Są dwie szkoły tworzenia powieści – ze szczegółowym planem i na żywioł. Jako że jestem osobą niezwykle energiczną i do granic roztrzepaną, mógł się sprawdzić tylko jeden sposób – mój. Tworzę zatem plan, potem zmęczona rutyną rzucam go w kąt, by następnie wziąć go czule w ramiona i z pokorą analizować każdą scenę 😉 Tak powstały wszystkie moje powieści i chyba tylko moja dusza analityczki pozwoliła mi poprowadzić wszystkie wątki i nie pogubić żadnego.

To swoiste połączenie gatunków pozwoliło wynieść kryminał z literatury czysto rozrywkowej do takiej, która ma coś do powiedzenia, daje pewien obraz. Nie wyobrażam sobie dobrej powieści gatunkowej bez tego tła.

W swojej książce nie ograniczasz się do nakreślenia samej intrygi kryminalnej. Poruszasz w niej kilka ważnych tematów, m.in. życia imigrantów w Wielkiej Brytanii. Czy uważasz, że kryminały w związku z popularnością gatunku to dobry nośnik nie tylko rozrywki, ale i ważnych treści, diagnoz, obserwacji?

Kryminał jest gatunkiem niezwykle pojemnym i uniwersalnym. Myślę, że stał się w ostatnich latach tak popularny, ponieważ udało się wpleść do niego treści zwykle zarezerwowane dla literatury faktu. To swoiste połączenie gatunków pozwoliło wynieść kryminał z literatury czysto rozrywkowej do takiej, która ma coś do powiedzenia, daje pewien obraz. Nie wyobrażam sobie dobrej powieści gatunkowej bez tego tła.

Choć akcja twojego debiutu rozgrywa się współcześnie, mamy także mocny wątek odwołujący się do przeszłości. Pierwsi recenzenci chwalą cię m.in. za świetny research. Jak wyglądały twoje przygotowania do pisania Masek pośmiertnych? Korzystałaś z materiałów archiwalnych i pomocy konsultantów?

Zanim zasiadłam do klawiatury, przez blisko pół roku zbierałam materiały – odwiedziłam wszystkie miejsca, które pojawiają się na kartach Masek pośmiertnych. Chłonęłam ich atmosferę.

Co do samych poszukiwań w archiwach, to bardzo pomocni okazali się pracownicy i wolontariusze Surrey History Centre w Woking. Gdy tylko dowiedzieli się, nad czym pracuję, bardzo się zaangażowali i wprost zasypali mnie dokumentami, zdjęciami i gazetami z tamtych czasów. Jestem im ogromnie wdzięczna.

Bardzo owocna okazała się też wizyta w Rural Life Centre w Tilford, gdzie znajduje się wystawa dotycząca obozu Tweedsmuir, który jest cichym bohaterem powieści. Znalazłam tam świetną publikację na temat Polaków mieszkających niegdyś w obozie.

Zupełnie przypadkowo stanął na mojej drodze pan Paweł Jarząbek, przedstawiciel starej emigracji, mieszkaniec Woking. Spędziliśmy z Panem Pawłem razem kilka uroczych wieczorów, podczas których opowiedział mi swoją przejmującą historię. Pan Paweł specjalnie dla mnie spisał swoje wspomnienia, a dokładny ich zapis mogą Państwo znaleźć wpleciony w fabułę książki.

Praca nad powieścią była wspaniałą przygodą.

Na swoich social mediach zabierasz czytelników w podróż śladami bohaterów książki. Czy wszystkie opisane przez Ciebie miejsca znajdują się w rzeczywistości?

Niektóre miejsca musiały zostać odrobinę zmodyfikowane i nagięte do fabuły, ale jest ich naprawdę niewiele i czytelnik może z Maskami w rękach przejść się po Woking jak z mapą. To, co może być pewnym zaskoczeniem, to fakt, że nie jest to tak małe miasto, jak kreuję je w powieści, ale to w zasadzie jedyne przekłamanie.

Co w procesie twórczym jest dla ciebie największym wyzwaniem, a co sprawia największą przyjemność?

Tak jak wspominałam, jestem osobą niezwykle roztrzepaną, łatwo się rozpraszam, a jak już mam pod ręką internet, to koniec. Myślę więc, że najwięcej problemów nastręcza mi samodyscyplina. Jeśli jednak akurat nie znajdę nowego filmu z kotami, złapię rytm i wgryzę się w fabułę, to pisanie sprawia mi przyjemność.

Oczywiście zanim to nastąpi, przeprowadzam szczegółowy research, który już sam w sobie jest trochę kryminalny i ekscytujący, ponieważ niejednokrotnie trzeba wejść w skórę detektywa – wiedzieć, jak i o co zapytać, a przede wszystkim, gdzie szukać informacji. Następnie z tego morza wyłowić to, co istotne, i zweryfikować prawdziwość. Jeśli podczas tej pracy uda mi się odkryć coś zaskakującego, to jest prawdziwa frajda, której nie da się do niczego porównać!

Jacy pisarze są dla ciebie inspiracją? Po czyje książki sięgasz najchętniej?

Moim niedoścignionym wzorem, jeśli chodzi o poetykę opisów, jest Peter May, natomiast fabularnie wciąż zachwycam się konstrukcjami Henninga Mankella. Po książki tych dwóch panów wracam najchętniej, ale ostatnio odkryłam też Simona Becketta, którego protagonista okazał się bliski inspektorowi Redfernowi.

Z rodzimego podwórka zawsze  z niecierpliwością wyczekuję kolejnej książki Roberta Małeckiego i Ryszarda Ćwirleja, których powieści kryminalne są dla mnie absolutnym topem polskiego kryminału.

Natomiast gdy potrzebuję lekkiej, ale dobrej rozrywki, czytam serię Marty Matyszczak „Kryminały pod psem”. Mój zachwyt wynika nie tylko z tego, że autorka ma świetne poczucie humoru i dar do intryg, ale też z tego, że uwielbiam zwierzęta i ich bliskość pomaga mi się zrelaksować.

Czego ci życzyć z okazji wypuszczenia w świat debiutanckiej książki?

Życzyłabym sobie, żeby pandemia już się wycofała i bym mogła spotkać się z czytelnikami, co było zawsze moim największym marzeniem.

I tego właśnie ci życzymy! Dziękujemy za rozmowę.

Książka Anny Rozenberg Maski pośmiertne trafiła do księgarń10 marca 2021 br.

Żrodło: rozmawiała Anna Rychlicka-Karbowska, fot. Dominik Tamioła

14 Shares:
Może zainteresować Cię także