Mingma G., Dawa Tenzing, Kilu i siedmiu innych Szerpów stanęło na szczycie K2 zimą. Dokonali tego jako pierwsi w historii. Magda Lassota poznała trzech zdobywców w bazie pod Everestem, opisując ich fascynujące historie w książce W cieniu Everestu.

Fragment rozdziału “Z SZERPAMI”:

Kiedy nie ma naszych wspinaczy, panuje spokój. Wtedy odpoczywam. Więcej czasu spędzam w naszym obozie, robię zdjęcia, nadrabiam zaległości w pisaniu, notuję, kogo, gdzie i kiedy muszę jeszcze odwiedzić. Nadal źle sypiam. Dźwięk lawin nie powinien mnie już ruszać, a jednak budzę się przy każdym większym hałasie. Przez to niespanie, przez wysokość, doskwierające zimno, jestem coraz słabsza. Rano wstaję i kręci mi się w głowie, przemierzając bazę, coraz bardziej powłóczę nogami, łatwo dostaję zadyszki, mimo że już powinnam być świetnie zaaklimatyzowana. Pozwalam sobie na drzemki w ciągu dnia, choć cały czas w głowie słyszę głos, że powinnam coś robić, bo jeszcze dużo pracy przede mną. Pora się wybrać do lekarzy, tym razem nie towarzysko. Skarżę się, że zamiast coraz lepiej, czuję się coraz gorzej, i bardzo mnie to martwi. Dee zadaje mi szereg pytań i z grubsza mnie bada. Mierzy temperaturę, ciśnienie, sprawdza podstawowe odruchy, zagląda w oczy, gardło i uszy. Mówi, że nic mi nie jest, ale powinnam sobie zrobić przerwę, zejść niżej, pooddychać pełną piersią, spędzić dwie lub trzy noce w lepszych warunkach. Przestać się przez chwilę zamartwiać projektem. Obiecuję, że pomyślę o tym. Na razie dostaję leki nasenne. Zawsze mam jakiś powód, żeby nie opuszczać bazy. Pod nieobecność wspinaczy więcej czasu spędzam z naszymi szerpami. Poza Mingmą i Dawą Gyalje, którzy zostali z teamami, wszyscy zeszli do obozu. W ostatnich dniach często chodzili z depozytami, coraz wyżej wynosili namioty, tlen, jedzenie, żeby trzy wyższe obozy były przygotowane na rotacje. Od dwóch dni odpoczywają, a dziś w nocy znów wyjdą. W trakcie wyprawy pokonają Icefall kilkanaście razy. Nie kryją, że w jakimś stopniu się go boją. Dobrze pamiętają tragedię z 2014 roku, ale i bez tego wspomnienia trudno jest nie bać się tego miejsca. Obiecuję, że gdy będą w górze, codziennie – jak robią to buddyści – trzy razy okrążę stupę zgodnie z ruchem wskazówek zegara, żeby bezpiecznie zeszli do bazy. Namioty szerpów rozrzucone są po zboczu wzniesienia schodzącego do naszego obozu. Najwyżej rozbity znajduje się na szczycie górki internetowej, zaraz przy antenie, najniższe stoją naprzeciw mes, po drugiej stronie dużej lodowej kałuży – bajora wypełnionego lodem. Żeby dostać się do mes, można ją albo obejść, albo przejść wąską ścieżką ułożoną z kamieni. Szerpowie śpią po dwóch w namiotach igloo. Pośrodku obok siebie leżą dwa materace, po bokach ubrania, sprzęty, najpotrzebniejsze rzeczy. Te, którym nie zaszkodzi mróz, można zostawić w całkiem przestronnym przedsionku. Teraz szerpowie mają czas na porządki w namiotach, sprzęcie, na kąpiele i pranie. Wokół namiotów na rozgrzanych kamieniach suszą się ubrania, wietrzą czerwone kombinezony. Najwięcej rozmawiam z Dawą Tenzingiem Sherpą. Tak jest właściwie od samego początku. Dawa bardzo dobrze mówi po angielsku i już któregoś z pierwszych dni podszedł do mnie i powiedział, że zna jedną Polkę, Magdę właśnie. Może więc spędza ze mną czas trochę z sentymentu, ale i tak mam wrażenie, że po prostu mnie lubi. Mnie także miło spędza się z nim czas. Gdy zajdę do kuchni, zawsze wyjdzie z mesy, uśmiechnie się, zapyta, co słychać, czy może chciałabym się czegoś napić. Ja się cieszę, że go tutaj poznałam, on wolałby być zupełnie gdzie indziej. Dawa pochodzi z Rolwaling, ma żonę i dwójkę dzieci. Nie chce, żeby się wspinały. On wspina się już 20 lat – połowę swojego życia – na Evereście stanął 11 razy. Ale Dawa nie lubi się wspinać, boi się, wolałby robić coś innego, ale nic nie poradzi, taka praca – w Nepalu trudno o lepiej płatną. Jego o trzy lata młodszy brat, Kilu, robi to samo, w tym roku też pracuje u Mingmy. Obaj jak na Nepalczyków są bardzo wysocy, wyżsi ode mnie, obaj są szczupli. Dawa wygląda dużo poważniej, Kilu – dość  łodzieżowo. Włosy obcięte krótko przy skórze, w uchu złoty kolczyk, po bazie chodzi w dżinsach, na bluzkę z długim rękawem często wkłada T-shirt. Na Everest zaczął się wspinać w 2002 roku, na szczycie stanął dziewięć razy. Podobnie jak Dawa, wspina się też na inne ośmiotysięczniki. Praca jest ciężka, ale ją lubi, bo co innego mógłby robić? Po sezonie obaj wyjeżdżają do Norwegii i tam też pracują jako przewodnicy. Wspinają się z klientami na lodowce, a czasem pracują po prostu jako pomoc hotelowa. Rzadko są w domu, niewiele czasu spędzają z rodzinami. Kobiety Szerpów są do tego przyzwyczajone.  Po południu długo jest dobra pogoda, o 16.00 nadal świeci słońce, jest ciepło, co zdarza się rzadko. Postanawiam wykorzystać tę okazję i pytam Dawę, czy mogłabym zrobić zdjęcie jemu, innym szerpom i kucharzom. Zgadza się, pozostali tak samo. Rozstawiam studio między mesą szerpów a kuchnią, pod foliowym zadaszeniem. Czarne tło przyczepiam do sznurka rozciągniętego między dwoma namiotami, stawiam przed nim składany taboret i proszę szerpów do zdjęcia. Pierwszy jest Dawa, po nim kolejni. Trochę się wygłupiają, trochę śmieją z siebie nawzajem, przedrzeźniają, naśladują poważne miny modela na krześle, próbują go rozśmieszyć. Potem sami siadają na taborecie i już się nie śmieją, bo pozowanie jest jednak dość stresujące. Gdy kończymy zdjęcia, zwijam studio. Wracam do mojej mesy, włączam komputer. Zdjęcia mam zapisane na dwóch kartach pamięci w aparacie, ale przerzucam je też na dwa dyski zewnętrzne. Po kolacji znów idę do szerpów, bo zaprosili mnie do siebie. Po lewej stronie stołu od wejścia siedzi Kilu, Ang Jambu, Nima i, na samym końcu, Tamting. Po prawej Dendi, ja siadam obok niego, dalej koło mnie są Dawa i Pemba. W mesie nie ma ogrzewania, ale między chłopakami nie jest mi zimno. Opowiadają o pracy. O trudzie, o ryzyku, o strachu. Mówimy o Icefallu, o tragediach na Evereście. O agencjach, dla których pracowali wcześniej i w których zarabiali gorzej niż teraz, mimo że klienci płacili dużo więcej niż u Mingmy. O nie zawsze sprawiedliwym traktowaniu. Dobrze pracuje im się z Mingmą, są zadowoleni. Za rok też chcieliby pracować u niego.

Magda Lassota – absolwentka Filologii Niderlandzkiej na Uniwersytecie Wrocławskim, tłumaczka, podróżniczka, fotografka. O Himalajach i Evereście opowiada w radiu i telewizji, pisze artykuły do polskiej prasy, jej zdjęcia można oglądać na wielu wystawach. Najbardziej kocha góry, to tam odnajduje spokój, pewność siebie i siłę. W cieniu Everestu to jej debiut literacki.

Źródło: Wydawnictwo SQN

4 Shares:
Może zainteresować Cię także