“Ślepiec”, “Grób”. “Zjawa”, czy “Inna” to jedynie kilka z tytułów, które elektryzują czytelników powieści Maxa Czornyja. Mroczne, niepozbawione szokujących detali, dynamiczne i emocjonujące historie cieszą się rosnącą popularnością. W połowie czerwca do księgarń trafiła najnowsza książka autora zatytułowana “Wielbiciel”.

Twoja Księgarnia: Przebojem wszedł Pan na rynek książki, w dodatku w sektor literatury kryminalnej i sensacyjnej, która w Polsce, wydawało się, jest nasycona – co nowego, odróżniającego od znanych dotąd tytułów, odnajduje czytelnik w Pana książkach?

Max Czornyj: Wierzę, że są to emocje, które towarzyszą mi w trakcie pisania. Z każdym słowem, zdaniem i akapitem staram się wiązać własne pobudzenie i zwiększoną adrenalinę, a w trakcie lektury czytelnicy to czują. Wielokrotnie wspominają, że z jednej strony od moich książek nie mogą się oderwać, czytają do późna w nocy byle skończyć, a później nie mogą zasnąć. Z autorskiej perspektywy ten proces wygląda dokładnie tak samo… A ów często wzmiankowany brutalizm, perwersyjny wręcz, jak uważają niektórzy sadyzm czy też makabra – to tylko produkt uboczny braku jakiejkolwiek pisarskiej autocenzury.

Max Czornyj, fot. Bartosz PussakPussak
Max Czornyj, fot. Bartosz Pussak

Jak Pan sądzi? Dlaczego lubimy kryminały i bać się morderców, a do tego o nich czytać?

Po pierwsze lubimy zagadki i czytając kryminały konfrontujemy się najczęściej z jedną z nich. Po drugie obcujemy z okrutną zbrodnią, a czynimy to w domowym, bezpiecznym zaciszu. Dostarczamy sobie tych samych wrażeń, co oglądając horrory czy kino sensacyjne. A także zjeżdżając na roller coasterach. Lubimy kontrolować strach i powiedzieć, że go pokonaliśmy.

Aby tworzyć mocne, dynamiczne, pełne mrocznych detali historie trzeba mieć bardzo plastyczną wyobraźnię. Skąd czerpie Pan inspiracje dla swoich historii?

Często powtarzam, że każda fabuła to efekt doświadczeń, wrażeń i spostrzeżeń przefiltrowanych przez umysł oraz wyobraźnię. Staram się nie rozpisywać drabinek dla swoich książek, a dać się im nieść, sam przekładam stronę za stroną w oczekiwaniu tego, co wydarzy się dalej. A mój umysł pracuje, wyobraźnia trawi, gąbka jaką jest mózg jest wyciskana…

W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że to właśnie pisanie zdeterminowało wybór Pańskiego wyuczonego zawodu – czy coś jeszcze poza pisaniem łączy zawód adwokata i autora?

W pracy adwokata jak i przy pisaniu kryminałów należy być bardzo uważnym. Dbałość o szczegóły to podstawa. Sednem jest też spędzanie mnóstwa godzin samemu ze sobą. Kolejny element stanowi obcowanie ze światem emocji – choć literacko te są znacznie łagodniejsze nie te przeżywane w rzeczywistości i przez prawdziwych ludzi.

Czy pisanie mrocznych i krwawych powieści jest swojego rodzaju wentylem dla wymagającej pracy? Czy raczej hobby?

Obecnie pisanie to moja praca. Choć adwokatura to pasja i powołanie, ze względu na ogromną liczbę zobowiązań oraz, nie oszukujmy się, intratność pisarstwa, które jest jednocześnie wspaniałą przygodą i zabawą, poświęciłem się w całości literaturze. Nie wiem na jak długo, gdyż toga wciąż wisi w szafie i kusi.

Czy prywatnie lubi Pan literaturę podobną do tej, którą Pan tworzy?

Niemalże nie czytuję kryminałów oraz thrillerów. Zabieram je ze sobą czasem w podróż lub na wakacje. Teraz ponadto przeglądam rozmaite pozycje, by zorientować się, jak kształtuje się rynek. Jednak rzadko dostarczają mi właściwych emocji.

Czy zdarza się Panu wracać do książek, które czytał wcześniej Pan czytał? 

O, tak. WIelokrotnie. Rękopis znaleziony w Saragossie, dzieła Kazimierza Chłędowskiego, Anna Karenina, Lampart czy Biblia, to tylko niektóre pozycje, do których wracam raz po raz. Stanowią dla mnie ucieczkę do innego świata. Świata już sprawdzonego i tego, w którym wiem, że zawsze jest dla mnie miejsce.

 W wywiadach przyznaje Pan, że lubi antyki, zabytkowe meble – czy nie myślał Pan o książce, której akcja miałaby miejsce w dalszej przeszłości?

Po głowie chodzi mi tak wiele pomysłów, że nie wiem za który się zabrać… Mówię całkiem poważnie.

Zna Pan Włochy, czy ma Pan także swoich ulubionych włoskich pisarzy?

Autor wspomnianego Lamparta – Tomasso di Lampedusa – to do niego najczęściej wracam. Lubię Umberto Eco, cenię Camillieriego, ale przede wszystkim Włochy to dla mnie Bocaccio, Petrarka i Dante. A poza nimi Vasari oraz Cellini, choć ta dwójka zasłynęła zupełnie na innym gruncie niż pisarstwo.

Jako wielbiciel sztuki, czy jest jakieś miejsce w Italii, które szczególnie Pan lubi?

Cała Italia to konglomerat rozmaitych kultur, trendów w sztuce i śladów najwspanialszych artystów. Nieco niedoceniona jest Parma, w której swego czasu mieszkałem i do odwiedzenia której gorąco nakłaniam. Często lądując w Bergamo turyści pędzą do Mediolanu nie oglądając właśnie tego pięknego przylotniskowego miasta. To dwie obowiązkowe pozycje.

Wracając do literatury „Wielbiciel”, którego premiera odbyła się w tym miesiącu, zbiera już pochlebne recenzje – czego życzy Pan czytelnikom podczas lektury?

Oczywiście niezmiennie wielu, najgłębszych emocji.

Tego życzymy. Dziękujemy za rozmowę.

"Wielbiciel" Max Czornyj
“Wielbiciel” Max Czornyj

fot. Bartosz Pussak

13 Shares: