Co ciekawe, również na początku tej historii było słowo, ba, Słowo – ostateczne, dalekosiężne, w dodatku poświadczone notarialnie – „Ja, niżej podpisany Alfred Nobel, oświadczam niniejszym, po długiej rozwadze, iż moja ostatnia wola odnośnie do majątku jest następująca: wszystkie pozostałe po mnie możliwe do zrealizowania aktywa mają być rozdysponowane w sposób następujący: kapitał zostanie przez egzekutorów ulokowany bezpiecznie w papierach tworzących fundusz, którego procenty każdego roku mają być rozdzielone w formie nagród tym, którzy w roku poprzedzającym przynieśli ludzkości największe korzyści”.

Licho wie, jak długo trwała ta Alfredowi rozwaga, niemniej okazało się, że nie tylko z domniemanymi korzyściami kwestia jest wysoce subiektywna – przypomnijmy, że Nobla właściwego,  ufundowanego z pieniędzy wynalazcy, otrzymuje się z fizyki, chemii, fizjologii lub medycyny,  oraz jako nagrodę pokojową, natomiast nagroda w dziedzinie ekonomii przyznawana jest od 1968 roku przez Szwedzki Bank Narodowy, gdyż jak głosi plotka – fundator miał kiepskie doświadczenia z mistrzami księgowości i z premedytacją ominął tę kategorię. To zresztą nie jedyna okołonoblowska tajemnica – nie od dziś wiadomo, że Nobel ma w sobie element loterii, i to nie  tylko w kategorii literatury – przecie i w innych, “poważniejszych” zdawałoby się kategoriach, nie otrzymali go ani Tesla, ani Edison ani nawet Mendelejew. 

Zresztą, czy ten, co dostaje literackiego Nobla, naprawdę lepszy jest niż ten co go nie dostaje? Jeśli spojrzeć na zdobywców z pierwszych trzydziestu lat jej przyznawania, dziś broni się zaledwie kilku. Z drugiej strony lista tych, którzy Nobla literackiego nie otrzymali poraża – są na niej Tołstoj, Twain, Czechow, Proust, Joyce, Nabokov, Kafka, Cortazar, Ionesco, Pound, Broch, Borges, Phillip Roth – i każe zadać pytanie, jakież były kryteria pominięcia danej postaci? 

Medal noblowski
Medal noblowski. Fot. Wikimedia Commons

LITERACKI NOBEL DLA POLAKÓW. EPICKA HISTORIA DRAŻLIWOŚCI

Z perspektywy polskiej temat Nobel to epicka historia drażliwości, fochów i chciejstwa-czarodziejstwa. Spory o twórczość Sienkiewicza, Reymonta i Żeromskiego, w świetle pojałtańskiej rzeczywistości miały kompletnie inny oddźwięk, nie wiedzieliśmy jednak, że do Nobla tęsknie wzdychają Andrzejewski, Iwaszkiewicz, Dąbrowska, Gombrowicz czy Herling- Grudziński. Wielką sztuką było owo “mierzenie się z Noblem”, przybierające niekiedy formę mizdrzenia się, toteż oczekiwania te spotykały się niekiedy ze złośliwymi komentarzami, jak w przypadku Andrzejewskiego, który chciał ponoć podzielić się nagrodą z Gombrowiczem (i w ramach zadośćuczynienia otrzymał od redaktorów studenckiego PLEBEJA – nagrodę “Półnobla)” bądź jak w czasach współczesnych,  kiedy po wygranej Dylana Facebook zareagował frazą: “Dylan wygrał Nobla. Podobno Zagajewski kupił sobie harmonijkę ustną”.

Dzieje Nobla, w kształcie znanym nam obecnie, zaczynają się na dobrą sprawę od nagrody otrzymanej przez Czesława Miłosza w roku 1980. Triumf autora “Ocalenia” nałożył się na Sierpień’80 i euforię narodowego przebudzenia, zaś trzy lata później gorący czas dla Polaków i na Polaków sprawił, iż nagrodę pokojową otrzymał ówczesny wódz Solidarności – Lech Wałęsa. 

Po upadku Muru Berlińskiego zdawało się, iż miną dekady zanim komitety przyznające nagrodę spojrzą w stronę naszego kraju, jednak w roku 1996 trafiła ona do Wisławy Szymborskiej. Pojawiły się rankingi, zakłady, quasi kibolskie ustawki – wymieniano nazwiska Zbigniewa Herberta, Tadeusza Konwickiego, Stanisława Lema, Tadeusza Różewicza, Adama Zagajewskiego, i zdawać się mogło, iż oto, już za chwileczkę, już za momencik, kolejny pokaźny czek wraz z noblowskim medalem, trafi w ręce naszego rodaka. Najbardziej ogniście iskrzyło wokół relacji Szymborska – Herbert – literatura zaprzęgnięta w służbę symbolicznych zmagań zmieniła się nagle w jakieś komiczno-manichejskie zmagania: oto “doceniona” ergo “zła”  Szymborska wygrała z “naszym” Zbigniewem Herbertem, symbolizującym siły światła i prawości. 

Nic dziwnego zatem, iż w naszych szalonych czasach nagroda dla Olgi Tokarczuk jeszcze intensywniej zmobilizowała zastępy zawistników i harcowników. Na świeżo upieczoną noblistkę wylano wiadro pomyj, batożono, wygrażano brudnym paluchem, fafluniono się i zapluwano, skwapliwie dopisując do listy narodowej zdrady. 

Wypowiadali się ministrowie, szefowie partii, posłowie, politycy a także cała masa ledwie piśmiennych idiotów posiadających dostęp do Internetu i klawiatury – właściwie smutne, że literatura tej klasy obrodziła takim bełkotem – werdykty ferowali osobnicy, którzy przeczytali w życiu jedną książczynę i była to ewentualnie broszura ze sklepu nie dla idiotów względnie aktualny katalog IKEA. Cały ten bełkot był tym mniej zrozumiały, że spośród ewentualnych kandydatów do Nobla, Olga Tokarczuk najmniej wyglądała na kogoś, kto potencjalną noblistkę – wyrwaną z jakiejś zapomnianej półki w zapomnianej szafie –  jej twórczość zawsze miała żywy oddźwięk, nigdy nie narzekała na brak czytelników, w pewnym sensie będąc zbyt popularna w wymiarze natychmiastowym, aktualnym, społecznym – “tu i teraz”.

Nobel znoszony z godnością

Zauważyliście Państwo, że w nazwie Nobel czai się jakaś nobliwa nobilitacja, jakieś absurdalne wywyższenie Noblem, Noblem ukrzyżowanie? Można upaść pod jego ciężarem, można nieść go niczym sztandar, można odmówić jego przyjęcia (jak Sartre czy Szołochow), można zapomnieć, że się go dostało (jak Dylan), względnie – jak to pięknie ujął Jerzy Illg pisząc o reakcji Wisławy Szymborskiej na otrzymanie nagrody – “znieść to z godnością”. Ciekaw jestem, co będzie dalej z pisarstwem Tokarczuk, bom raz ją w życiu widział, na Rynku we Wrocławiu, z warkoczykami, żywą, roześmianą, energetyczną, siedzącą ze znajomymi przy szklanicy piwa, kompletnie nie pasującą do nobliwej noblistki z dłońmi splecionymi na podołku i buzią w ciup.

A propos wspomnianej szklanicy – w krakowskim pubie byłem ostatnio świadkiem zażartej rozmowy. Rozemocjonowane towarzystwo pokrzykiwało: “Ileż tych Nobli mamy? Sienkiewicz, Reymont, Miłosz, Szymborska, Tokarczuk. Pięć? Pięć tylko? No, to kwestia czasu, jak ktoś dostanie szóstego? Dehnel, Pilch, Świetlicki, Twardoch! To ile tych Nobli mamy? Sienkiewicz, Reymont, Miłosz, Szymborska, Tokarczuk. Mało! Dawać mie tu szóstego!” 

No, przyznać trzeba – jest duch w Narodzie!

Olga Tokarczuk
Olga Tokarczuk. Fot. Wikimedia Commons
20 Shares: