Powieść historyczną wyrugowała epatująca egzotyką średniowiecza twórczość spod znaku fantasy. Historia stała się niezobowiązującą igraszką w rękach często niedokształconych „producentów” książek, filmów i gier komputerowych. Z rzadka pojawiają się utwory osadzone w historycznych realiach, na przecięciu autentyzmu i fikcji, jak otwierająca Kroniki rodu Lacey książka Eve Edwards Alchemia miłości.

Fabuła powieści oscyluje między romansem (na miarę mistrzyni Jane Austen) i przygodą (na miarę mistrza Waltera Scotta). Autorka traktuje historię jako tło zdarzeń, odchodzi od dziejowej prawdy, przeszłość uwspółcześnia, nadaje bohaterom rysy dzisiejszych nastolatków – by uwieść odbiorcę, zatrzymać go przy lekturze. Znakomicie zagłębia się w obyczajowość, kulturę, klimat XVI-wiecznej Anglii, w polityczne napięcia czasów Elżbiety I, córki Henryka VIII, w ogień religijnych prześladowań, sugestywnie oddaje dramatyzm wyborów moralnych, wobec których stoi i dwór, i lud.

Cóż że finał perypetii młodziutkich zakochanych łatwo przewidzieć, smak lekturze nadają wędrówki po drogach i bezdrożach ówczesnej Anglii, portrety nawet przypadkowych postaci, no i te historyczne realia, ta umiejętność dynamicznego oprowadzania po meandrach polityki i dyplomacji, to ciągłe napięcie wywoływane donosicielstwem, konfliktami, intrygami…

0 Shares:
Może zainteresować Cię także